Zapiski z ciężkiego i nielekkiego życia czyli jak koegzystować z Piekielną Trójką, Panem Kotem, jego bratem Szatanem, Olusiem Lwie Serce i nie zwariować. Poradnik praktyczny w przykładach.
RSS
wtorek, 30 października 2007
Zabawa w doktora

Dziś Fifi był grzeczny w przedszkolu. Na polar miał przyklejona błyszczącą naklejkę.

- Mamo!!! - wykrzyczał mi radośnie, kiedy odbieraliśmy go od dziadków. - Zero kątów, zero języków!!!

- To rewelacyjnie!!! - Oboje z A. pialiśmy z zachwytu.

Kiedy wieczorem Młody i ja przygotowywaliśmy medale na słodko, postanowiłam wypytać co nieco, jak mu minął dzień w przedszkolu.

- Fifi, a bawiłeś sie dziś z Wiktorią? - zapytałam niewinnym głosem.

- Tak! - żarliwie oświadczył Młody.

- A w co się bawicie? - dopytywałam sie równie niewinnie.

- W różne takie rzeczy... - najwyraźniej Pierworodny mnie zbywał.

- Może w doktora? - tu już moja niewinność osiągnęła swoje szczyty. - Bawisz sie z Wiktorią w doktora? - Wiem, wiem, trochę sobie z niego żartnęłam.

- Nie, w doktora to nie - spokojnie powiedział Młody, nie przerywając dekorowania medalu M&Msami. - W doktora to można w starszakach. U nas w średniakach nie.

Uff! Ale ulga, on jest dopiero w średniakach, i to tych młodszych... Ale strach pomyśleć, co bedzie  za dwa lata :))))

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29